Józef Chełmoński

  • Sharebar

 

"...obraz nie po to malowany, abyś w niego nos wkładał; przeznaczeniem obrazów - wisieć na ścianie i być oglądanymi z pewnej odległości przy dobrym oświetleniu.
Patrz w ten sposób na obraz Chełmońskiego, a jeśli na Tobie nie zrobi wrażenia, to już chyba nie masz poczucia artystycznego ani trocha."

Anonimowa recenzja z datą ,,Szymanów 1874"  
(Dziękujemy za odszukanie tej recenzji Pani Irenie Skowrońskiej)

Kamień zdnajduje się przy wjeździe do dworku Chełmońskiego w Kuklówce Zarzecznej.

JÓZEF CHEŁMOŃSKI

Boczki k. Łowicza 1849 - Kuklówka Zarzeczna k. Grodziska Maz. 1914

   Jeden z największych polskich mistrzów w dziedzinie malarstwa. Kształcił się w Warszawie w Klasie Rysunkowej i w pracowni Wojciecha Gersona.    W latach 1871-1874 studiował w akademii w Monachium, ale ważniejszy wpływ wywarło nań tamtejsze polskie środowisko artystyczne (J. Brandt i M. Gierymski).    W okresie 1875-1887 przebywał głównie w Paryżu, gdzie wystawiał na Salonach i działał jako grafik i rysownik-ilustrator. Oryginalność, dynamika i egzotyka obrazów Chełmońskiego zapewniły mu dużą popularność w Paryżu, jednakże liczne zamówienia obniżyły poziom artystyczny jego prac.    Od 1887 mieszkał na stałe w Polsce, gdzie nastąpiło odrodzenie jego malarstwa. W 1889 osiadł w Kuklówce Zarzecznej, tworząc w izolacji od współczesnych mu prądów sztuki.  Kilkakrotnie wyjeżdżał na Litwę, Podole, Polesie i Ukrainę; wybitny pejzażysta i ilustrator tamtejszego życia wiejskiego.

     Sławę przyniosły mu żywiołowe i wirtuozerskie przedstawienia pędzących zaprzęgów konnych (Czwórka 1881), a także sceny rodzajowe o tematyce wiejskiej (Sprawa u wójta 1873, Na folwarku 1875). Po powrocie do kraju malował liryczne i nastrojowe pejzaże, ożywione niekiedy motywem dzikiego ptactwa (Kuropatwy na śniegu 1891) i sceny podkreślające związek człowieka z naturą (Przed burzą 1896, Bociany 1906). Współtwórca polskiego malarstwa realistycznego. Obdarzony zdolnością chwytania ruchu i chwili w naturze.

 

Kuropatwy na śniegu,1891. Muzeum Narodowe w Warszawie. Reprodukcja: Piotr Ligier

 

ŻURAWIE O PORANKU to wystawa fotograficzna Wioletty i Adama Pilorzów, zorganizowana 10 listopada 2011 przez Dom Pracy Twórczej i Stowarzyszenie Animatorów Nauki, Kultury i Sztuki "Dziedzictwo". Tytuł wystawy, opiewającej przyrodę i krajobrazy Mazowsza, nawiązuje do ostatniego niedokończonego obrazu Józefa Chełmońskiego.

     W przepięknie wydanym katalogu wystawy zatytułowanym Ziemia Chełmońskiego, dziedzictwo przyrodnicze Mazowsza, Panie Aleksandra Gołębiewska i Wioletta Pilorz zawarły liczne cytaty i wypowiedzi samego Józefa Chełmońskiego, które w absolutnie fascynujący sposób prowadzą czytelnika przez życie artysty. Pani Wioletta Pilorz wyraziła zgodę na umieszczenie tychże cytatów i wypowiedzi w takim samym układzie chronologicznym, w jakim przedstawiono je w katalogu, na naszej stronie internetowej. Dziękujemy.

 chel1

      „(…) Coraz częściej szuka ulgi i ukojenia wśród przyrody. Wędruje po polach i lasach, gadając z ziemią, która głucha dla mieszczan, tysiącem głosów szeptała mu do ucha. W jego nowych obrazach człowiek pojawia się dość rzadko i to głównie jako motyw nastrojowo-rodzajowy (pastuch,oracz). Maluje: Potoki na wiosnę, mgły poranne, Bąka opuszczającego się na mokradła, Sójkę, Pasterza na łące”.

 Jan Wagner, Józef Chełmoński w świetle korespondencji

 

Wiosna - Potok, 1902. Muzeum Narodowe w Warszawie. Reprodukcja:Piotr Ligier

 „(…) Umiłowanie do przyrody okazywał na ławie szkolnej upodobaniem do zoologii, a latem brodząc w lasach i życie ptaków podpatrując rozwinął w sobie tę znajomość objawów postaciowych świata zewnętrznego, na której malownicze efekty obrazów swoich opiera dotąd”.

 

Wojciech Gerson o swoim uczniu Józefie Chełmońskim, 1867 r.Jan Wagner,Józef Chełmoński w świetle korespondencji

        „(…) Gromadka stanęła wkrótce nad szumiącym potokiem. Wtenczas Chełmoński wpadł w nieprzewidziany zachwyt. – Patrzcie ludzie, jak ta woda rwie! Patrzcie no, jak wali! – wołał. – A to mi dopiero woda… Jak ona rwie, jak rwie! Nie pytał o nic, zabrnął po kolana w fali i poszedł w czarną noc po zalanej łące”.

 Pia Górska, Paleta i Pióro

      „(…) Natura przemawia do jego wrażliwego umysłu całą różnorodnością swych objawów: nie tylko kształt barwa i światło obchodziły go i zajmowały! Starał się on wyrazić muzykę wieczoru, szept skrzydeł nietoperza, cichy lot lelaków, skrzeczenie żab, skrzypienie derkacza i delikatne dudnienie czapli, bąka. On pierwszy, a może jedyny, malował chmarę komarów dźwięczących w powietrzu i huczenie lecącego jak kula chrabąszcza.

      Jemu chodziło o to, żeby wiatr na obrazie świszczał w badylach zwiędłych słoneczników, dzwonił deszczem po szybach i stukał wiadrem wiszącym u żurawia, a w ciemnej nocy rozlegało się wołanie zdyszanego koniucha : Otwori worota1 on robił obrazy, w których z gęstwiny mgły miał z dala dochodzić dźwięk dzwonka pocztowego i jęczeć wśród stepów drzemiących (…) budząc dropie”.

 Stanisław Witkiewicz, Sztuka i krytyka u nas

 

Wieczór na Polesiu, 1909. Muzeum Narodowe w Warszawie. Reprodukcja: Piotr Ligier

 

 Do Stanisława Witkiewicza 1909 r.

      „(…) Dziś kiedy do Warszawy pojadę, to prócz brata,, czuję się bardzo samotny, nie dla jakichś powodów starości, ale że nie ma młodzieży, która by chciała podjąć ten sam trud uczenia z miłości dla prawdy, tej samej w naturze Bożej, że jakby urągała świętości natury i Jej nieskazitelnej piękności”.

 J. Chełmoński

 Jan Wagner, Józef Chełmoński w świetle korespondencji

     „(…) W Chełmońskim była rzeczywista pogarda dla tej cywilizacji, była istotna, elementarna siła człowieka ziemi, takiego, który chociażby potrafił używać swego dobrobytu z cynizmem ludzi wyrafinowanych, wśród kultury wielkomiejskiej, nie przestaje gdzieś w głębi duszy słyszeć skowyczącej za skrawkiem płowego nieba tęsknoty, nie przestaje czuć, że nie tu, ale w jakiejś tam Wólce, jest najbliższy świat i najwłaściwsza forma bytu”.

 Stanisław Witkiewicz

 Jan Wagner, Józef Chełmoński

     „(…) Jeden z jego najbardziej wzruszających obrazów przedstawiał maleńki stawek o zachodzie słońca. Woda jaśniała w nim pomarańczowo, purpurowo, złoto, a na jej powierzchni rysowały się leciutkie kręgi dokoła żabich na pół wystawionych rechocących łebków”.

Pia Górska, Paleta i Pióro

O śp. Janie Stanisławskim, 25.01.1909 r.

     „(…) Prostota jest cnotą, z którą się człowiek rodzi, lecz którą bardzo łatwo utraca. Jest ona jednak przywilejem wielkich artystów”.

 ` Józef Chełmoński

Jan Wagner, Józef Chełmoński w świetle korespondencji

    „(…) Matka Chełmońskiego miała w Szymanowie dom kryty strzechą i 3 morgi ziemi wraz z ogrodem. Do Szymanowa często przyjeżdżał art. malarz Józef Chełmoński i tu spędzał lato (…)”.

Jan Wagner, Józef Chełmoński w świetle korespondencji

    „(…) Mało się udzielał, malował i rzadko kiedy nawiązywał stosunki ze swymi sąsiadami. Za to wałęsał się chętnie po lasach, oglądał nad moczarami skrzydlate królestwo ptaków, brnął wśród pobliskiej olszyny, wsłuchiwał się w plusk wody przy młynie Dobiegale. Nie mówiąc już o malarskich wyprawach, gdy zabierał farby, rozsiadał się w cieniu drzew i robił notatki do przyszłych obrazów”.

Pia Górska, Paleta i Piór

 

Jezioro o zmierzchu, ok.1888-1890. Muzeum Narodowe w Warszawie.
Reprodukcja: Krzysztof Wilczyński / Ligier Studio

 

 „(…) Chełmoński był wielkim pejzażystą i malarzem chłopa polskiego, stał się też niezrównanym malarzem koni. W obrazach jego nie ma sztuczności, malował bowiem szczerze to, co widział i co czuł. Jako artysta był bystrym i wnikliwym obserwatorem życia przyrody, a natura przemawiała do jego wrażliwego umysłu całą różnorodnością swoich bogactw. Obchodziły go nie tylko kształt i barwa, w jego twórczości znajdujemy także wiele pierwiastków muzycznych. Niedostrzegalnymi środkami i niezwykłą intuicja starał się oddać w swych obrazach tętent kopyt końskich, świst wiatru, skrzypienie studni, naszczekiwanie psów i muzykę letniego wieczoru”.

 Jan Wagner, Józef Chełmoński

 

Dojeżdżacz,1907. Muzeum Narodowe w Warszawie. Reprodukcja: Piotr Ligier.

 

 … Pamiętam, że dla mnie najpiękniejsze chwile w dzieciństwie to były te, gdy tatuś zbierał nas wszystkich wieczorem i pokazywał nam reprodukcje Chełmońskiego. Prenumerował jakieś gazety i z nich wycinał sobie reprodukcje obrazów Chełmońskiego, i właściwie to jak pamiętam tylko jego. I z tymi skrawkami gazet sadzał mnie i rodzeństwo na ganku i tłumaczył nam i pytał.

     To był taki jego sposób żeby nas nauczyć miłości do tej ziemi, którą sam tak straszliwie przecież kochał. A to dla mnie było tak ważne bo przecież całą wojnę go nie było i po wojnie też musiał się ukrywać, więc te wieczory, gdy skończył prace i tak z namaszczeniem wyciągał ze strychu tę teczkę z wycinkami. A przecież był na pewno strasznie zmęczony bo cały dzień w polu.

     No to tak właśnie wyglądało to uczenie nas miłości do ziemi na obrazach…”

 Daniela Gołębiewska

     „(…) Gdziekolwiek stał las było czarująco, za to każda poręba, każde szatkowanie starodrzewiu wstrząsało nim jak widok pobojowiska. Oczy mu wtenczas ciemniały, czoło się chmurzyło i mówił, że dzisiejszy człowiek nie rozumie już mowy starych drzew”.

 Pia Górska, Paleta i Pióro

     „(…) – i cóż on maluje? – pytano dokoła.-Chłopów, jarmarczne sceny, konie, ale najwięcej wystawić krajobrazów. Prześliczne! Inne niż te, które się zwykle widuje, chociaż ich tematy są najprostsze i wszystkim dobrze znane: trzciny, łąki, ugory, jeziorka, znad których zrywa się ptactwo, jakieś piaszczyste drogi, bociany i bagna. I wiecie co wam powiem? Najzwyczajniejsze rzeczy widziane oczami tego malarza pociągają niezwykłą pięknością”.

 Pia Górska, Paleta i Pióro

 Bociany, 1900. Muzeum Narodowe w Warszawie. Reprodukcja: Piotr Ligier

 

„(…) Tęskni za przyrodą, czuje się tylko szczęśliwy poza jełką Warszawą (…). Gdy tylko może wymyka się też spośród plugawych murów w cudowny kraj wolności, zieleni i pól. Mówi o wsi z tkliwością i nawet po wielu latach oczy mu się śmieją kiedy wspomina o swych wesoło improwizowanych wędrówkach za miasto”.

Pia Górska, Paleta i Pióro

    „(…) Po powrocie z Paryża zamieszkał Chełmoński początkowo w Warszawie, a w 1889 r. osiadł na całą już resztę życia na małym spłachetku ziemi w Kuklówce koło Grodziska Mazowieckiego, z dala od społecznych burz i wstrząsów, od gwaru i zgiełku wielkomiejskiego, z dala od aktualnych spraw artystycznych. W zwykłym drewnianym domku bez stylu i wspomnień, położonym w cieniu starych drzew, wśród pól malowanych zbożem rozmaitym, zamknął się ten wielki, a zarazem skromny artysta, otoczony tym wszystkim co lubił, a oddalony od wszystkiego, czego nie znosił”.

Jan Wagner, Józef Chełmoński

 

Willa w ogrodzie - Kuklówka, po 1888. Muzeum Narodowe w Warszawie. reprodukcja: Piotr Ligier

 

„(…) Zamiast wybudować pracownię, wyrzucił jedną ścianę z domu i obszerny ma pokój, w którym modele można ustawić i dostatecznie odsunąć. Z salonu zrobił zaś stajnię na ulubione swoje konie i każdy ich ruch w owej zaimprowizowanej pracowni słyszy, w której też śpi, je i maluje. Bardzo z tego urządzenia kontent, mówi, że teraz nie boi się ani złodzieja, ani tego, żeby mu kto źrebaki skrzywdził. Otoczył ogród kolczastym drutem, wolał to, jak płot, który widok zamyka. Pokopał na łączce rowy i dobrze mu w skromnym domku z widokiem na strumyk obrośnięty olszyną’.

Maria z Łubieńskich Górska, Dziennik

    „(…) Śliczna, podniosła i czysta dusza była w tym artyście. Usposobienie religijne wrodzone i taki dar modlitwy, że jak siedział obok nas w chojnackim kościele, widziałam nie raz, jak zakrywszy twarz rękami, łzy na ławkę skapywały.

    Towarzysz też był niezrównany w wycieczkach po lasach i polach, a tak oryginalny w spostrzeżeniach ludzi.

    … Pia jeździła na pogrzeb Chełmońskiego do Ojrzanowa, chciał być tam pochowany, obok przyjaciela i spowiednika, świątobliwego ks. Pełki. Kilku artystów przyjaciół, kilku młodych malarzy, garstka chłopów, najbliższa rodzina, stanowiły ostatni odblask ziemskiej jego chwały. Teraz jest mowa o przeniesieniu zwłok na Skałkę, ale córki i brat się temu sprzeciwiają. Chełmoński mówił: Będą robić szopki ze mną po śmierci, ale co mi po tym, ja tego nie chcę, niech mnie zostawią w spokoju, niech o mnie nie myślą, jak nie myśleli za życia.

Gorzkie to, ale prawdziwe”.

Maria z Łubieńskich Górska, Dzienniki

 

Staw w Radziejowicach,1898. Muzeum Narodowe w warszawie. Reprodukcja: Piotr Ligier.